+48 692 455 178

Blog

PRZEWODNIK GOŚCIŁ W GOŚCINIE I OKOLICY

22.05.2020
Dodał: Administrator

Dzisiejszą trasę można byłoby opisać jednym zdaniem: asfalt, asfalt, asfalt i kościoły. Nie było łatwo bowiem nawierzchnia asfaltowa jest dla mnie najbardziej nielubianym podłożem do maszerowania. Już sama myśl sprawia, że odechciewa mi się iść. Tym razem przełamałem się i zaplanowałem trasę w pobliżu Gościna. Pojechałem z rana do tego niewielkiego, jednego z najmłodszych miast (prawa miejskie zostały przyznane w 2011 roku) w województwie zachodniopomorskim. Samochód zaparkowałem przy obwodnicy – przynajmniej tak jest nazywana ta droga, która mija miasto.

Pierwsze kilometry prowadziły w stronę Pławęcina. Widoki robiły się coraz ładniejsze bowiem powoli zza chmur wyszło słońce, zrobiło się ciepło. Idealna pogoda do maszerowania. Odcinek do Pławęcina prowadzi ścieżką rowerową w miejscu nieistniejącej już trasy kolejki wąskotorowej. Na wysokości Pławęcina miejsce do odpoczynku. Muszę przyznać, że dobrze pomyślane i przygotowane. Jest gdzie spokojnie posiedzieć. Dla mnie to było jeszcze za wcześnie postój. Dlatego też poszedłem dalej.

Skierowałem się ścieżką rowerową w kierunki wsi Trzynik. Szlak prowadził częściowo przez las i kawałek polami. Na polach dojrzewający rzepak, który jest wdzięcznym tematem do zdjęć. Zauważyłem, że ostatnio internet został „zalany” rzepakiem. No cóż, taka moda teraz. W Trzyniku kolejne dobrze przygotowane miejsce na postój. Ja jednak nie korzystałem z tej przyjemności i kroki swe skierowałem do kościoła. Jak się okazało XIX-wieczna świątynia jest bardzo zadbana przynajmniej z zewnątrz (do środka nie wszedłem bo było zamknięte). Kilka zdjęć i czas było się udać w dalszą drogę. Tak jak kościół zrobił na mnie pozytywne wrażenie, tak sama wieś i jej główna ulica wygląda na bardzo zaniedbaną. Mam wrażenie jakby zapomniano o tej ulicy. Mam nadzieję, że to się zmieni. Wychodząc z Trzynika zauważyłem budynek z czerwonej cegły z charakterystycznym kominem. To chyba była kiedyś gorzelnia. Piszę chyba ponieważ nie znalazłem żadnej potwierdzonej informacji, a nie było nikogo w pobliżu żeby spytać.

Idąc w stronę Siemyśla droga wiodła pośród pięknych lip. Można powiedzieć, że przy takiej pogodzie cień był zbawienny. Nie było też zbyt dużego ruchu samochodów. Spokojnie i bezpiecznie doszedłem do wioski. Oczywiście swe kroki skierowałem w stronę kościoła. Zadbana świątynia (oczywiście zamknięta) co warto podkreślić. Jeśli chodzi o samą wioskę to miałem wrażenie jakby „ścierały” się tam dwa światy. Przy wejściu do wsi odniosłem wrażenie pełnej ciszy, spokoju, zadbane domy, obejścia. Przechodząc przez centrum wsi w pobliżu budynku gminy można powiedzieć, że „krajobraz” zgoła odmienny. W pobliżu kilka sklepów, salon fryzjerski, małą hurtownia materiałów budowlanych. Ogólnie jednak wrażenie pozytywne będę miał w pamięci.

Przed wyjściem z Siemyśla miałem dwie opcje trasy. Wybrałem przejście polami do Unieradza i nie żałuję. Cisza, spokój i brak asfaltu (to mi się najbardziej spodobało). Zapewne nikt się nie zdziwi jak powiem, że oczywiście poszedłem w stronę kościoła. Moim zdaniem zasługuję na uwagę. Jest to niewielka świątynia z XIII-wieku (oczywiście z późniejszymi remontami). Obiekt zbudowany z kamienia. Wieża drewniana. Znalazłem pozostałości po dawnym cmentarzu (zniszczony nagrobek). Chwila przerwy przed kolejnym, ostatnim odcinkiem dobrze wpłynęła na samopoczucie i pomaszerowałem dalej.

Można powiedzieć, że ten ostatni odcinek to spokojnie przejście wzdłuż łąk, pól. Przeszedłem mostkiem nad rzeką Błotnicą i Gościno było coraz bliżej.
Dzisiejsza trasa to około 23 kilometry. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie ten asfalt. Nie mam jednak co narzekać. Kilka godzina na świeżym powietrzu bardzo dobrze wpłynęło na moje samopoczucie, tym bardziej, że weekend zapowiadają deszczowy i chyba przyjdzie mi siedzieć w domu. Nudzić się jednak nie zamierzam. Będę myślał nad kolejnymi trasami.

Do zobaczenia na szlaku!

wróć

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Zgadzam się